Ks. Stryczek: To nie korporacja niszczy człowieka. Niszczy zgoda na wygodne, otyłe życie

Hmm ciekawa opinia i patrząc na komentarze dość kontrowersyjna 🙂 tak czy siak warto przeczytać i mieć jakieś zdanie 😛
– Ludzie w korporacji dali się wciągnąć w takie otyłe, wygodne, opakowane życie. To nie korporacja kogoś niszczy. Niszczy zgoda na wygodę – mówi w rozmowie z TOK FM ks. Jacek Stryczek, duszpasterz ludzi biznesu. – Nie można równocześnie żyć w bezpiecznym świecie i świecie fajnych wrażeń. Powiem bardzo ostro – nigdy nie spotkałem tylu tchórzy, co w korporacjach – dodaje.

Karolina Głowacka: Skąd u ludzi pracujących w korporacjach bierze się poczucie bezsensu?

Ks. Jacek Stryczek*: Odpowiem na to pytanie nieco odwrotnie. Do „Wiosny” coraz częściej przychodzą ludzie z korporacji, żeby trochę u nas popracować, nabrać oddechu. U nas jest bardzo krótka droga między słowami a czynami. Jeżeli ktoś ma zadanie, to po prostu je realizuje. Jest więc duże poczucie sprawczości.

Bywają jednak i nieudane nabory spośród osób z korporacji. Niektórym wystarczało samo stanowisko. Przez cały dzień mogli się ruszać, choć niż z tego poruszania nie wynikało. To pokazuje jedną ze strategii funkcjonowania w korporacji – ktoś się zadowala samym faktem, że się rusza; nie musi być sprawczy.

Jak ten chomik, co lubi kręcić się w kółko, ale nigdzie nie dociera?

I to może się wydawać nawet lepsze. Ponieważ nie podejmuje się decyzji, nie ryzykuje się. Nie ma niebezpieczeństw, a machina działa.

Tylko wiele osób właśnie chciałoby mieć poczucie, że coś z ich pracy realnego wynika.

Korporacja jest po części zasiedlana przez osoby, którym taki stan chomika odpowiada oraz te które potrzebują sprawczości. Te drugie tam się duszą. Sam jestem taką osobą, która potrzebuje nieustannie pytać siebie, czy to co robię ma sens? Czy cokolwiek z tego wynika?

Kiedyś odkryciem była taśma produkcyjna w fabryce Forda. Potem były eksperymenty, w których próbowano zamienić człowieka w element maszyny. Ludzie pracowali przy taśmie w osobnych przegrodach, tak żeby się nie widzieli, nie rozpraszali, w skupieniu pracowali osiem godzin. Okazało się, że efektywność pracy spadała. Kiedy pozwalano ludziom rozmawiać, puszczano muzykę, pozwalano im być bardziej ludźmi – rosła.

Duch korporacji jest zawsze pokłosiem zachowania szefa, bo kultura organizacyjna idzie od głowy. Jeżeli jest w niej element bezosobowy, to po jakimś czasie ta bezosobowość schodzi aż na sam dół. Jeżeli jednak w szefie jest jakaś iskra, pasja, którą dzieli się z pracownikami, to oblicze korporacji jest inne. Korporacje się zmieniają. Pytanie, który mechanizm jest dla nich lepszy na wolnym rynku.

Mamy pokornie pogodzić się z losem trybika w maszynie?

Nie uważam, że praca w korporacji musi odczłowieczać. Trzeba mieć po prostu pomysł na to, jak tam zafunkcjonować. Zawsze można być tym innowatorem, zawsze można chociaż na jakąś małą skalę dokonać zmian, rozwijać się.

Na przykład, jednym z obowiązków księży jest odmawianie różańca. Niby wiadomo jak to się robi, a nigdy nie udało mi się tego zrobić tak jak inni. Wydawało mi się zawsze, że to jest moja modlitwa i mogę tchnąć ducha w to, co robię. Sens życia jest w naszych rękach. Tylko trzeba sobie to uświadomić, a nie poddawać się temu, że przychodzę do pracy i ktoś za mnie decyduje, że jestem trybikiem. Taką postawę uważam za porażkę, a nie obowiązek.

Walczyć o indywidualność czy odejść?

Stowarzyszenie „Wiosna” ma 12 tys. wolontariuszy, więc jest już jakiegoś rodzaju korporacją. Wielu ludzi, którzy do nas przychodzą chciałoby wszystko robić po swojemu. Przepraszam za obraz, ale nie może być tak, że każdy koń ciągnie wóz w inną stronę. To przy tym nie znaczy, że wszystkie muszą być takie same. Dlatego w zaprzęgach jedne konie biedną z przodu, inne z tyłu. Dla mnie każde stanowisko jest miejscem kreatywnym, ale pod warunkiem, że wszystko zmierza w tą dobrą stronę, do celu.

Moją pierwszą reakcją w razie trudności nie jest: muszę odejść. Tylko: należy się rozwijać. Żadne miejsce pracy nie jest tym ostatecznym. Równolegle z tym, co się wykonuje w pracy trzeba robić inne rzeczy. Kiedy zostałem księdzem wydawało mi się , że to wystarczy. Potem zacząłem się uczyć zarządzania, potem się okazało, że to nie wystarczy i potrzebna jest jeszcze komunikacja, PR.

Nikt nikomu nie zabrania, by pracując w korporacji iść do przodu. Zmiana pracy powinna być dopiero kolejnym etapem. Do momentu, w którym poddajemy się bezwolnie funkcjonowaniu korporacji, to nawet jeśli z niej wyjdziemy, to jesteśmy słabi. Bo będziemy potrafili tylko to, co umiał ten trybik w korporacji. Jeżeli się przygotujemy do zmiany, pozyskamy szersze kompetencje, będziemy pożądani na wolnym rynku.

Korporacja uzależnia?

Praca w korporacji ma coś z takiego uwodzenia. Bo tak: pracownicy dostają wysokie wynagrodzenia, za które mogą sobie kupić wygodne mieszkania, mają wygodne samochody, prywatną służbę zdrowia i opłacony fitness. To są ludzie, którzy cały dzień żyją w sztucznym świecie – albo w swoim domu, albo w wygodnym samochodzie, u specjalnego lekarza, albo w biurze, gdzie jest klimatyzacja, na fitnessie, albo jadą na wakacje.

Myślę, że to tu jest dramat. Zamiast podejmowania ryzyka wygrywa pokusa wygody, która ciągnie w dół. To nie korporacja kogoś niszczy. Niszczy zgoda na wygodę.

Co gdy już jesteśmy przytłoczeni pracą w korporacji?

Problem ludzi w korporacji polega na tym, że dali się wciągnąć w takie otyłe, wygodne, opakowane życie. A potem nagle nie mają siły, żeby się z tego wyrwać i zacząć robić coś po swojemu.

Posłużę się takim obrazem. Przed Nowym Rokiem wracałem z Rysów, raki, czekany, itp. Na drodze między Morskim Okiem a Czarnym Stawem spotkałem masę ludzi, którzy szli w górę. To w końcu się jest duża wysokość. Mijała mnie taka dość otyła para. Schodząc nie wytrzymałem pytam: ciężko? „Taaak, oj tak” – wysapali. To pokazuje, że dla mnie „ciężko” to coś zupełnie innego niż dla nich. A ja jestem od nich sporo starszy. Tylko, że oni nie trenują, żyją na co dzień w wygodnym świecie. Kiedy nagle chcą podjąć wysiłek mają z tym ogromną trudność.

Życie oznacza ryzyko. Nie można równocześnie żyć w bezpiecznym świecie i świecie fajnych wrażeń. Powiem bardzo ostro – nigdy nie spotkałem tylu tchórzy, co w korporacjach. Patrzę tym ludziom w oczy i w ogóle ich nie rozumiem.

Czyli trzeba odważyć się na ryzyko.

Kiedy człowiek nie ćwiczy, nie konfrontuje się z ryzykiem to wszystkiego zaczyna się bać. Jeśli ktoś kupi tę wygodę, komfort korporacji to potem trudno się z tym komfortem rozstać. Tak jak ten otyły, dla którego każdy wysiłek jest zagrożeniem.

Jeżeli jednak ktoś jest sprawny w pracy, ale robi też inne rzeczy, nie boi się choćby tego, że straci pracę. Wie, że sobie poradzi na wolnym rynku.

* Ks. Jacek Stryczek, duszpasterz akademicki, duszpasterz ludzi biznesu, pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA, znany z nowatorskich (w tym multimedialnych) kazań, PR-owiec, promotor społecznej odpowiedzialności biznesu.

Pomysłodawca, współzałożyciel i prezes Stowarzyszenia WIOSNA, które działa od 2001 roku, pośrednicząc w przekazywaniu pomocy. Wraz ze Stowarzyszeniem organizuje akcję społeczną „SZLACHETNA PACZKA” oraz program edukacyjny dla dzieci doświadczających długotrwałych problemów w nauce AKADEMIA PRZYSZŁOŚCI.

Prowadzi bloga: jstryczek.blox.pl

Ks. Stryczek: To nie korporacja niszczy człowieka. Niszczy zgoda na wygodne, otyłe życie.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s